Archive for the ‘SAVOIR-VTVRE bez tajemnic’ Category

Ceremonia pocałunku

Do ceremoniału pocałunkowego przystępujemy tylko wtedy, gdy wyczuwamy z drugiej strony zachętę albo przynajmniej liczymy na pozytywne przyjęcie. Jak przy wielu decyzjach nieco ryzykownych (w tym wypadku z gatunku: „spoufala się”), lepsza jest rezerwa, od­czekanie, co zrobi druga strona. Gdy dochodzi do spotkania, prawie zawsze plączą się obok nas osoby nawzajem nie znające się. Gdy pozostali o tym nie pamiętają, sytuacja staje się nieprzyjemna. Prawidłowo, by jej zapobiec, postę­pujemy tak: najpierw witają się znajomi, potem należy cofnąć się o krok, by zrobić miejsce innym. Ta reguła powinna wejść w krew, bo obowiązuje w różnych sytuacjach (jeśli oczekujących w jakiejś spra­wie jest więcej, robimy im automatycznie przejście!).

Moda jakich wiele

Nie podzielam poglądu, że to demonstracja oschłości i byle jakości ot, moda jakich wiele, na tyle już rozpowszechniona, że za­sługująca na akceptację. Oglądamy te formy zachowania regularnie na filmach amerykańskich, czyli codziennie wieczorem u siebie w domu. W owo pseudocałowanie rzadziej się wdają mężczyźni niż kobiety oni bowiem prezentują zadowolenie ze spotkania, klepiąc się po ramionach lub plecach. Na liście nadających się do „klepania” nie ma: staruszków, dy­rektorów i prezesów (aktualnych, gdy odejdą, to sobie odbijemy), duchownych wszelkich wyznań i obcokrajowców, na przykład z Japo­nii, bo z nimi nic nie wiadomo. A że będą mieli o czym opowiadać w domu przy herbacie, to fakt.

Spotkanie w kawiarni

Jeśli więc ktoś w swoim zarozumialstwie jest przekonany, że spo­tkanie w kawiarni było niezapomnianym przeżyciem, to niech się ob­raża. Niedługo takie zaćmienie mózgu przytrafi się i jemu. My wie­my, co to znaczy brnąć na oślep w taką rozmowę w nadziei, że błyśnie jakieś światełko, przypomnimy sobie kolesia i jego narzeczoną, któ­ra z nami… i tak dalej, albo i nie dalej. Rzadko się wprawdzie taki nawrót pamięci zdarza, częściej pada jakieś pytanie, na które nie znamy odpowiedzi i jednak trzeba się poddać. To wygląda bardziej niezręcznie niż chwila szczerości od razu na początku. Jeśli się już przyznamy, będzie nam lżej (nie tylko w tym wypadku!). Potrafimy zdobyć się na ujmującą serdeczność, wygłosić ze dwa dorzeczne dowcipy, zapytać o zdrowie dzieci, bo wiemy mniej więcej, ile ich jest.

Obyczaj poznawania nowych ludzi

Od czego zacząć to doradzanie? Najlepiej, zgodnie z logiką, byłoby zacząć od obyczaju poznawania nowych ludzi, a także sprawnego wita­nia już znajomych. Niby proste, ale… na pewno nie dla każdego, sądząc po skutkach. Raz można przesadzić z serdecznościami (szczególnie nie­bezpieczne wobec pici przeciwnej) i w efekcie ktoś ci się rzuca na szyję, co wcale tak na serio nie było w planie. Innym razem ktoś się obraża, że usłyszał: „Przepraszam, ale nie pamiętam, gdzie się poznaliśmy” Obraza kompletnie bez sensu! Wystarczy średnia dawka życiowe­go doświadczenia, by wiedzieć, że poznajemy o wiele więcej osób, niż nasze szare komórki są w stanie zapamiętać. Szare, powtarzam, a nie nasza elektroniczna „komórka”, która jeszcze nie pomaga nam w łączeniu wizerunku twarzy z nazwiskiem.

Ja wiem, jak postąpić, co świadczy, że na­leżę do pewnej elity

Czasem ten komunikat brzmi tak: „ja wiem, jak postąpić, co świadczy, że na­leżę do pewnej elity” (tak jest z tym jedzeniem homara na dwa spo­soby). A może z tym przykładem to ja się jednak mylę? Może homar sam sobie winien, że w toku ewolucji tak się ukształtował? Takie ma ciało, że inaczej zjeść się go nie da? Nie irytujmy się więc, że to zaro­zumialstwo bywalców wielkiego świata. Przecież Wy sami, szanowni Czytelnicy, sięgając pó tę książkę, uznaliście potrzebę pósiadania ja­kiejś „legitymacji”, aby wejść na salony Cała rzecz polega na tym, że jeśli ktoś opanował ową „wyższą szkołę jazdy”,: to potrafi się zacho­wać i prży pieczeniu kiełbasek na kempingu koło Drawska.

Dlaczego z kolei z tyłu, ale nie po lewej stronie?

Bo przecież nie wsiada się praktycznie nigdy od strony jezdni, lecz od chodnika! Pozo: staje miejsce prawe z tyłu. Wtedy gość, którego chcemy uhonorować, nie będzie musiał się przepychać przez całą szerokość pojazdu, mięto­sząc odświętny garnitur. Proste i logiczne, wcale nie przypadkowe. Podobnie z uroczystym przyjęciem: osoba zasiadająca na miejscu honorowym jest widziana i słyszana z każdego punktu sali.”. A jak z tymi ziemniakami, które można gnieść widelcem w małych ilościach, a nie można w dużych? Po pierwsze,przy takim masowym zabiegu pewnie coś spadnie na obrus (a może i na kolana) i nie wie­my, co z tym zrobić: prosić o pomoc gospodynię (akurat jej w pokoju nie ma)? Strącić te ziemniaki dyskretnie na dywan? Podnieść i szybko zjeść? Najgorzej bywa wtedy, gdy sposobów jest wiele, a wszystkie złe.

Byle zakąska

W wielu kraszły szef jeśli już przy byle zakąsce zaczyna się rozkleiać i nieudol­nie spoufalać?”. Jedzenie na próbę” nie każdemu więc wychodzi na zdrowie. A to tylko jeden z wielu sposobów, by zobaczyć dobre i złe strony człowie­ka. Kto umie stosować zasady właściwego zachowania, kto je solid­nie poznał ten się nie da podejść! Czyli warto mieć taki pancerz, chroniący przed niemądrymi zachowaniami. Często można usłyszeć, żę te wszystkie zasady dobrego wychowa­nia (czy właściwego zachowania się) przypominają bezmyślne wku­wanie obcych wyrazów o niezrozumiałym znaczeniu. Czy jednak rze­czywiście pozbawione są one logicznego sensu? Oto przykład: „miejsce honorowe”. Było kiedyś takie przy stole biesiadnym (na prawo od pani domu) i jest np. w samochodzie (tylne siedzenie, po prawej). Dlaczego w: samochodzie? Ale pomyślmy: przecież nie; z przodu, bo niebezpiecznie (Niemcy nazywają takie miejsce Totenplatz) i nieelegancko wobec gościa, ponieważ znajdzie się obok „służącego”^(tak było dawniej, kiedy jeździło się z własnym kierowcą, a i dziś jest to lokalizacja dla kogoś obcego). 

Pamiętacie pewnie takie sceny ze starych filmów

Marynarz stoi na dziobie i macha kolorowymi chorągiewkami, a na drugim statku ktoś inny odczytuje tę mowę gestów. Tak samo jest z zasadami zacho­wania: można tą drogą „przesyłać komunikaty”, by nie narobić nie­potrzebnych głupstw. , W ostatnich latach bardzo wzrósł popyt na naukę savoirvivre’u, ludzie szukają tej wiedzy wręcz nerwowo, bowiem społeczeństwo ulega gwałtownemu zróżnicowaniu, a z tego wynika chęć, by znaleźć się o jeden szczebel wyżej, wtopić się w lepsze towarzystwo. Bez zna­jomości języka zachowań może się to nie udać. Trzeba nie tylko wiedzieć „jak”, ale i „dlaczego tak właśnie”. Wbrew pozorom, lista spraw dyskusyjnych jest ogromna, bo wcho­dzimy tu na grunt psychologii kontaktów między ludźmi. 

Słówko na dzień dobry

Czy chcemy być dobrze wychowani? To wcale nie takie pewne! Wielu ludzi, nie tylko młodych, jak się powszechnie sądzi, buntuje się przeciw wszelkim zastanym regułom. Szczególnie dotyczy to za­sad savoirvivre’u, bo robią one wrażenie czegoś uciążliwego jak za ciasne buty. Zresztą, wydziwiają na wszystko, co wydaje im się przy­musem także ci, którzy chcieliby zwrócić na siebie uwagę, jacy to są niezależni i krytyczni, jak to umieją chodzić własnymi ścieżkami. Aż dziwne, ilu ludzi zżera ta ambicja: „Sztuka życia? My to już przerobiliśmy”. Przychodzi jednak moment, gdy człowiek zadaje sobie pytanie: może za tymi regułkami, powtarzanymi do znudzenia, kryje się jakiś sens? Otóż właśnie: znaczenie mają nie tylko słowa, ale tak­że gesty i sposoby postępowania. To, też jest język kto go nie zna i nie rozumie, okaże się głuchy i ślepy. Co najgorsze, nic o tym nie wiedząc.

error: Content is protected !!