Promienne uśmiechy i pozdrowienia

Ale zastanówmy się: gdybyśmy obdarzali promiennymi uśmiecha­mi i pozdrowieniami wszystkich, z którymi nas życie zetknęło (i gdy­by nas pamięć nie zawodziła), pewnie objęłoby to całe miasto i parę sąsiednich. Zachowajmy więc umiar. Z drugiej strony to też prawda, że nigdy za dużo przejawów sympatii wobec otoczenia. Taka sympa­tia (oceniając rzecz cynicznie) jest jak kapitał, który procentuje. Ileż to razy ludzka życzliwość ułatwiła nam życie i to wcale nie muszą być jakieś kumoterskie układy. Już dawno społeczeństwa naj­wyżej zorganizowane odkryły tę prostą prawdę: uśmiech jest obowiąz­kiem, a słownik podstawowych uprzejmości wobec wszystkich trzeba opanować na każdym stanowisku. Nie tylko w recepcji hotelu i przy sprzedaży pietruszki. Ma to być sygnał, taki jak w dawnych wiekach, gdy podawano dłoń na znak, że nie ma w niej ukrytego noża. I uprzejmość jednak musi mieć swoją „grubą kreskę”, oddziela­jącą przeszłość od przyszłości. Moja recepta brzmi tak: kłaniamy się tym, z którymi nie tylko chcemy, ale i musimy (to też powód!) utrzy­mywać dalej kontakty. Ja robię wyjątek tylko dla pana Zenka. 

Both comments and pings are currently closed.
error: Content is protected !!